Frag Out! Magazine
Issue link: https://fragout.uberflip.com/i/1481874
czenie powodował tylko bieg do osi strzeleckich, bo dalej można było truchtać i spokojnie mieściło się w limicie cza- sowym toru. Tor 4 to po prostu przechadzka po lesie z bro- nią, szczęśliwi ci, dla których był to ostatni tor zawodów... Co ważne – C12 SPEC Szkolenia ma jobla na punkcie bez- pieczeństwa, i dobrze. KAŻDE przemieszczanie się między punktami startowymi, w ogóle poruszanie się po strzelnicy i zmiany stanowisk na torze odbywało się z bronią rozłado- waną, bez naboju w komorze, baz magazynka (na torze po wcześniejszym sprawdzeniu przez sędziego), a jeśli zmia- na stanowiska była w ramach toru, to z bezwzględnie za- bezpieczoną bronią i zachowaniem katów bezpieczeństwa. Patrząc na to z boku – prawdopodobieństwo zaistnienia nieszczęśliwego zdarzenia zostało zredukowane praktycz- nie do zera, tym bardziej, że zawodnicy ściśle przestrzegali wytycznych organizatora. przez tunel z opon) albo inne części wyposażenia. Nagminne było także parowanie okularów. Tor 2 też powodował zmę- czenie, ale inne, wymuszone czołganiem. Do tego dochodziły tarcze rozstawione w sposób utrudniający wyszukanie (tek- turowa tarcza na tle ciemnego piasku) albo w miejscach, w których trudno byłoby się ich spodziewać (np. metr od sa- mochodu z którego drzwi się strzelało). Tu premiowana była spostrzegawczość i umiejętność strzelania z wymuszonych postaw strzeleckich oraz prawne czołganie. Tor 3 był stresu- jący z uwagi na strzelanie w ruchu z quada, co wcale nie było proste. Tarcze znajdowały się we wnękach wału i strzelec wi- dział je przez 2-3 sekundy, a jadący obok sędzia skrupulatnie pilnował kątów bezpieczeństwa. Stresogeny mógł być także „daleki strzał", zwłaszcza da kogoś, kto zwykle strzela z kara- binka na maksymalnie 50 metrów i nigdy nie sprawdzał opa- dów i oprawek na dalszych dystansach. Na tym torze zmę- bo tak mnie przydzielono), który już po dobiegnięciu do piłki lekarskiej dawał zawodnikowi mocno w kość, a dalej było już tylko gorzej. Niestety, jak ktoś nie jest choć w podstawo- wym stopniu przyzwyczajony do wysiłku fizycznego, to na Furii zwyczajnie nie da rady. Wystartować, wystartuje, ale nie wyrobi się w limitach czasowych poszczególnych torów albo wręcz z nich zrezygnuje (zdarzyło się to w kilku przy- padkach na Furii 2). Dodajmy jeszcze, że nie zmęczenie za- wodnika nie jest prostackie (50 pompek, 30 przysiadów, 20 burpees i naprzód), ale fajnie wkomponowane w przebieg toru, nawet z jakimś sensem ;) Tor 1 był też bardzo dobrą weryfikacją posiadanego wy- posażenia – kilka osób zdziwiło się, jak pogubiło podczas przebiegu np. magazynki (krytyczny moment to przejście Nie zawiodłem się na ekipie C12 SPEC Szkolenia wspar- tej lokalnym WOT i personelem strzelnicy IBION. Wiedzia- łem, na co się piszę i dokładnie to dostałem, rzekłbym, że nawet więcej. Edycja druga Furii była bowiem trudniejsza od pierwszej i znacznie bardziej wymagająca. Poza torem GREEN TAC wszystkie pozostałe były usta- wione tak, by po prostu zmęczyć zawodnika i zmusić go do strzelania po wysiłku i na głodzie tlenowym, dodatkowo po- tęgując stres takim porozstawianiem tarcz, że trzeba było ich w niektórych momentach szukać. Na torze HEAT RATE dodatkowo dochodził czynnik stresujący w postaci ozna- czenia tarcz „karabinek", „pistolet" i „no shoot". Zdecydowanie najtrudniejszy był tor 1 (dla mnie ostatni, poć się i strzelaj 2 RAPORT

